[ Pobierz całość w formacie PDF ]
która uczyła Tiffany dobrych manier! Z pewnością zachowała się
nieodpowiednio, gdyż nawet Courtenay wygłosił z uśmiechem: ,,Do
licha, Tiffany będzie zła jak osa, widząc, że Niezrównany zajmuje
się tylko panią! .
Jednak Tiffany nie wpadło do głowy, że jakikolwiek mężczyzna,
nie mówiąc o sir Waldzie, mógłby interesować się jej guwernantką.
Pózniej, przy omawianiu balu, wspomniała tylko, że Niezrównany
zatańczył dwa walce z panną Trent i nawet powtórzyła świetny, jak
jej się zdawało, żart, jakoby jedna ze starszych dam narzekała, że sir
Waldo zaleca się do Ancilli.
- Ty i sir Waldo, wyobrażasz sobie - zagulgotała. - Zmiechu
warte! To jakiś absurd...
- Wcale nie uważam tego za absurd - powiedziała buńczucznie
Charlotte. -Już bardziej absurdalne wydaje mi się to, że mógłby
zalecać się do ciebie! Pewnie jesteś zazdrosna, bo nie poprosił cię
do pierwszego walca.
- Och, nie miał szans - odparła Tiffany, uśmiechając się
szelmowsko. - Pan Calver go ubiegł, musiał czekać na drugiego. A
biedny Lindeth był następny w kolejce.
Panna Trent przyjrzała się jej z namysłem, zanim znów spuściła
wzrok na chustkę, którą obrębiała. Nie była tak bardzo pochłonięta
swoimi sprawami, by nie poświęcić uwagi zachowaniu Tiffany.
Znając jej metody karania niepokornych zalotników, wcale się nie
zdziwiła tym, jak poczynała sobie z młodzieńcami, którzy mieli do
niej pretensje z powodu lorda Lindetha, a także płomiennymi
spojrzeniami, które słała Calverowi, i wyniosłą obojętnością, z jaką
traktowała Juliana. Panna Trent była raczej rozbawiona niż
zbulwersowana taką taktyką, którą kładła na karb młodego wieku
podopiecznej. To działało w przypadku gruboskórnych chłopców,
ale Lindetha mogło jedynie napełnić niesmakiem. Miała nadzieję,
że tak się stanie, ale też, że nie będzie to dla wszystkich tak
oczywiste jak dla niej.
168
Jeszcze jedna osoba z pewnością zwróciła na to uwagę.
Laurence Calver nie był, być może, wcieleniem intelektu, ale
dysponował pewną bystrością, która pozwalała mu na milę
wyczuwać różnego rodzaju skandale i słabości. Przyszedł na bał z
podejrzeniem, że jego kuzyn Lindeth interesuje się nieznaną
pięknością, zaraz też znalazł potwierdzenie swoich przypuszczeń,
ale odkrył również, że zaszło między nimi jakieś nieporozumienie.
Wydało mu się to bardzo ciekawe i otwierało przed nim
najrozmaitsze możliwości. Dziewczyna wyglądała na psotnicę i
strojnisię, zupełnie nie w typie Lindetha. Waldo musiał to wiedzieć,
więc ciekawe, co robił, żeby zapobiec temu związkowi? A może
sobie nie radził? Czy byłby więc wdzięczny, gdyby Laurence
interweniował? Tak, pomyślał, jeśli sprawy zaszły za daleko.
Interwencja wydała mu się łatwa i mogła być nawet zabawna, gdyż
piękność już zdążyła parę razy zachęcająco się do niego
uśmiechnąć, a on nie zamierzał odrzucać zaproszenia. Bez
wątpienia interesował ją przede wszystkim Lindeth i chciała go
przywołać do porządku, wywołując gwałtowny wybuch zazdrości.
Być może nawet jej się uda obudzić w nim zazdrość, co będzie
jeszcze zabawniejsze, ale jeśli uważa, że w ten sposób go złowi, to
musi naprawdę mieć pstro w głowie. Panna Wield wydała mu się
zdecydowanie zbyt pospolita dla kuzyna.
Wszystko to było nadzwyczaj intrygujące. Dużą satysfakcję
sprawiło mu też to, że odkrył, dlaczego Waldo siedzi w tym
zapomnianym przez Boga i ludzi zakątku. Znowu zaangażował się
we flirt. Co prawda, było to trochę nie w jego stylu, gdyż ta kobieta
pracowała jako guwernantka albo ktoś taki, ale Waldo zwykle
unikał bardzo młodych i niedoświadczonych panien, a poza nią
wszystkie pozostałe wyglądały na nudziary, jak lady Cole-batch czy
stare plotkary, jak pani Banningham i żona dziedzica.
Laurence przyjrzał się krytycznie pannie Trent i zaczął wątpić,
czy sprosta kuzynowi. Nie porażała urodą i była zbyt wysoka jak na
jego gust, ale miała w sobie coś szczególnego. Jeśli Waldo nie
będzie uważał, za bardzo się do niej przywiąże i będzie kłopot.
Ostatni z rodu Hawkridge'ów ożeni się z nikim, jakąś nauczycielką,
169
która uczy prowincjonalne panny czytania i szycia. To dopiero
byłoby zabawne! Waldo starał się raczej nie budzić w kobietach
płonnych nadziei. Wszystkie, z którymi flirtował, były mężatkami
obracającymi się w najlepszym towarzystwie, a on sam miał
przestarzałe zasady dotyczącezalotów do panien, które szukały
mężów. Tym dziwniejsze, że nie zauważył, by ta jego tyczkowata
luba była w nim także zakochana.
Laurence natychmiast udał się do Juliana po dalsze informacje.
- Nie mówiłeś mi, że Waldo ma nową wybrankę - powiedział
zdawkowym tonem. - Kto to taki?
Kuzyn spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Nową wybrankę? Waldo?
- %7łartujesz ze mnie, co? Taka wysoka, zdaje się, że jest czyjąś
nauczycielką. Do licha, Julianie, czy masz mnie za głupca?!
- Panna Trent? Coś podobnego! Jest przecież guwernantką
[ Pobierz całość w formacie PDF ]