do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wizytą. Gdy po jego wyjściu Portia wróciła, zobaczyła, że pani Green przygotowuje
lekarstwo.
- Ja mogę je podać - zaproponowała, kiedy ochmistrzyni wyszła z sypialni.
Młoda służąca, której powierzono to zadanie, spojrzała na nią z powątpiewaniem, ale
Portia wyjaśniła jej, ze często zajmowała się chorymi z kongregacji pastora Higginsa. A
kiedy dodała, ze mieszka nad apteką doktora Crease'a Młodszego i czasami rozwozi leki,
dziewczyna chętnie przekazała jej nudny obowiązek i wróciła do plotkowania z
koleżanką. Portia wzięła łyżkę i udała, ze podaje miksturę Helenie, ale za każdym razem
wylewała ją na lnianą szmatkę, którą wzięła ze stolika.
Matka powoli przytomniała. Portia wiedziała, że żadna ze służących nie zna
francuskiego, więc czytając, zmieniała słowa. Zciszonym głosem poinformowała Helenę
o czekającym na nie statku. Podkreśliła, że bez jej pomocy nie uda im się wyrwać z
więzienia. Wyjaśniła również, że muszą uciec dzisiaj.
Pani Green wróciła koło południa. Na szczęście Helena nie okazała niepokoju przez te
kilka chwil, kiedy ochmistrzyni uważnie jej się przyglądała. W Portię wstąpiła nowa
nadzieja.
" Czytanie ją uspokaja - powiedziała, zwracając się do gospodyni.
" Raczej lekarstwo - odburknęła pani Green.
" Mimo to jestem wdzięczna, że pozwoliła mi pani przy niej posiedzieć. - Portia
zachowała spokój.
" Po to panią zatrudniono - skwitowała ochmistrzyni - Musi pani zapracować na swoją
pensję.
" Tak, proszę pani.
" Spodziewam się, że panna Middleton prześpi resztę popołudnia - stwierdziła pani
Green. - Może pani przed wyjściem zjeść w kuchni rybę i chleb.
" Czy miałaby pani coś przeciwko temu, żebym została na popołudnie? - zapytała Portia.
- Kapitan Turner jest bardzo uprzejmy. Postarał się, żeby w jego zastępstwie ktoś
odwiózł mnie do domu. Nie chciałabym go rozczarować.
- Jak pani chce. Ale proszę nie oczekiwać kolacji.
Portia dygnęła i wróciła na miejsce przy łóżku. Tymczasem ochmistrzyni zaczęła
wydawać polecenia dwóm służącym. Ku radości Portii okazało się, że pani Green
przewidziała dla nich na popołudnie inne zadania niż pilnowanie panny Middleton.
" Ta, która ostatnia wyjdzie z pokoju, niech zamknie go na klucz. Rozumiecie?
" Tak, proszę pani - odpowiedziały jednocześnie służące.
W tym momencie do sypialni zajrzała inna dziewczyna i zwróciła się do Portii:
- Jeden z wartowników mówi, że przy bramie czeka na panią pani Higgins. Mówi, że
to pilne.
Serce Portii zamarło na myśl, że coś stało się dzieciom. Nie, wtedy Mary przysłałaby
Clarę albo Jozjasza. Był tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć, jaką sprawę ma do niej
przyjaciółka. Portia wsunęła książkę pod ramię i ruszyła do drzwi.
- Kto to jest ta pani Higgins? - zainteresowała się ochmistrzyni.
Portia zatrzymała się w progu.
- %7łona pastora Williama Higginsa. Jego kościół mieści się na Sudbury Street. Byłam
członkiem ich rodziny przez osiem lat. Pani Higgins to moja przyjaciółka. Nie czułam się
wczoraj dobrze, więc pewnie przyszła zobaczyć, czy już mi lepiej.
Pani Green zmierzyła ją podejrzliwym wzrokiem, po czym zwróciła się do pokojówki,
która przyniosła wiadomość.
" Powiedz wartownikowi, żeby ją wpuścił - poleciła i przeniosła wzrok na Portię. - Pani
Higgins może zjeść z panią obiad, jeśli będzie chciała.
" To bardzo wspaniałomyślne z pani strony, pani Green - powiedziała Portia, dygnęła i
wyszła za młodą służącą. Na podjezdzie spotkała Mary, która szybkim krokiem
zmierzała w stronę domu.
- Tak się cieszę, że cię znalazłam, zanim wyjechałaś! - zawołała pastorowa z wyrazną
ulgą.
W tym momencie Portia zrozumiała, co przywiodło Mary aż na North End.
" Nie powinnaś grzebać w moich rzeczach ani czytać listu - skarciła ją łagodnym tonem.
" Był zaadresowany do mnie - obruszyła się Mary. - Jak mogłam go nie przeczytać?
Portia wzięła przyjaciółkę za rękę i zaprowadziła ją do ogrodu, z dała od wścibskich oczu
i uszu.
- Prosiłaś mnie, żebym nie wciągała twojej rodziny w moje plany - przypomniała. -
Posłuchałam cię, więc teraz udawaj, że nie przeczytałaś listu. Udawaj, że nic nie wiesz.
Mary obróciła ją do siebie.
- Więc to prawda? Wyjeżdżasz?
Portia rozejrzała się czujnie. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu.
" Tak - przyznała lekko drżącym głosem. Gardło miała ściśnięte z podniecenia, smutku,
niepokoju.
" Kiedy? - zapytała przyjaciółka.
" Lepiej, żebyś nie wiedziała.
" Proszę.
Portia potrząsnęła głową i ruszyła dalej ogrodową ścieżką. Mary podążyła za nią.
" Znamy się tyle lat, a ty uważasz, że nie możesz mi zaufać - stwierdziła z wyrzutem. -
Sądzisz, że nie mam prawa wiedzieć? Albo ze nie zasługuję na pożegnanie? Nie
pomyślałaś, że dzieci będą chciały zobaczyć cię po raz ostatni, a William udzielić ci
rady? Pewnie już o nas zapomniałaś, ale dla nas nadał jesteś bardzo ważna i...
" Dość tego, Mary - rzuciła Portia błagalnie, odwracając się do przyjaciółki. Z trudem
powstrzymywała łzy. -Proszę, nie utrudniaj mi rozstania. I tak jest mi ciężko.
Pastorowa ujęła jej dłonie.
" Po prostu się o ciebie martwię. Nie chcę, żeby spotkało cię coś złego.
" Wszystko będzie w porządku - zapewniła ją Portia. -Kłopoty wynikną tylko wtedy, jeśli
o moich planach dowiedzą się ludzie, którzy mogą je pokrzyżować.
" Tacy jak kapitan Turner - domyśliła się Mary. Portia skinęła głową. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl