do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

był jeszcze w gospodzie po zamknięciu głównych drzwi na klucz i rygiel. Gospodarz osobiście
pilnował kluczy i przysiągł, że do rana wisiały na haku wbitym w ścianę nad głową jego łóżka, to
znaczy na zwykłym miejscu, z którego nikt nie mógł ich zabrać tak, aby go nie zbudzić. I to
wszystko, co zdołaliśmy ustalić jednoznacznie. Hrabia de St. Alyre, do którego należy ten dom,
był bardzo zmartwiony, ale aktywnie włączył się do śledztwa. Jednak potem już nic dodatkowo
nie wykryto.
 I od tego czasu nic już nie słyszano o tym poecie?  zapytałem.
 Nic... Najmniejszego śladu... Nigdy już nie wrócił. Przypuszczam, że nie żyje, a jeśli żyje,
to musiał się znalezć w jakiejś paskudnej sytuacji, o której nie mamy najmniejszego pojęcia, a
która zmusiła go do nagłego zniknięcia wraz z całą tajemnicą. Jedyne, co wiemy na pewno, to
fakt, że mieszkający w tym pokoju, w którym pan teraz śpi, po prostu zniknął, ale nikt nie wie jak
i nikt nigdy już o nim nie słyszał.
 Pan wspomniał o trzech wypadkach  zauważyłem  i że wszystkie wydarzyły się w
tym samym pokoju.
 Tak, trzy. I wszystkie trzy równie niewytłumaczalne. Kiedy ludzie są mordowani,
największą trudnością, z jaką spotyka się morderca, jest problem usunięcia zwłok. Trudno
uwierzyć, aby zamordowano po kolei trzy osoby w tym samym pokoju, a ich ciała zostały tak
skutecznie usunięte, że nigdy nie odkryto po nich żadnego śladu.
Zmieniliśmy temat i dotąd poważny monsieur Carmaignac teraz zaczął nas zabawiać
najrozmaitszymi skandalizującymi anegdotami, które miał okazję poznać, pracując w policji.
Ponieważ moi goście mieli jakieś spotkanie w Paryżu, zatem opuścili mnie o dziesiątej
wieczór.
WróciÅ‚em do swojego pokoju i wyjrzaÅ‚em przez okno na tereny château de la Carque.
Księżyc od czasu do czasu krył się za grubymi chmurami i park w zmieniającym się świetle
przybrał melancholijny i fantastyczny wygląd.
Przyszły mi teraz na myśl dziwne opowieści, które monsieur Carmaignac snuł o tym pokoju,
odsuwające na bok jego pózniejsze wesołe anegdoty i frywolne historyjki. Rozejrzałem się
wokoło. W pokoju panował jakiś złowieszczy, ponury nastrój, wywołujący dość niemiłe
wrażenie. Chwyciłem pistolety, z niejasnym uczuciem, że naprawdę mogą mi się przydać
dzisiejszej nocy. Jednak to uczucie, proszę zrozumieć, w żaden sposób nie ostudziło mego
zapału. Nigdy jeszcze nie byłem nastawiony bardziej entuzjastycznie. Nie myślałem o niczym
innym, jak tylko o czekającej mnie przygodzie, a to wszystko stwarzało dodatkowy, dziwny, a
zarazem podniecający nastrój.
Przez pewien czas przechadzałem się po pokoju. Potem upewniłem się dokładnie, gdzie leży
niewielki cmentarz. Dzieliła mnie od niego mniej więcej mila; nie chciałem zjawić się tam
wcześniej niż to konieczne.
Wymknąłem się z gospody i skręciłem drogą w lewo, potem jeszcze raz w lewo i znalazłem
się na wąskim trakcie biegnącym wzdłuż muru otaczającego park. Była to okrężna droga wiodąca
pod wysokimi drzewami, która w końcu dochodziła do starego cmentarza, a następnie przecinała
go. Cmentarz był porośnięty drzewami i zajmował powierzchnię około połowy akra terenu
leżącego miÄ™dzy drogÄ… a parkiem château de la Carque.
Tu, w tym nawiedzonym miejscu, zatrzymałem się nadsłuchując. Panowała kompletna cisza.
Księżyc przesłoniła ciemna chmura, tak że ledwo mogłem rozróżnić zarysy większych roślin lub
mogił; chwilami zdawało mi się, że skądś napływa czarna mgła, spomiędzy której wyłaniają się
białe nagrobki.
Wśród tych różnorodnych, trudnych do określenia kształtów, na tle stalowoszarego horyzontu
widziałem jakieś krzewy lub drzewa, które rosną podobnie jak jałowce do wysokości około
sześciu stóp, lecz przypominają miniaturowe topole, tyle że z ciemniejszym listowiem cisów. Nie
znam nazwy tych roślin, ale zwykle sadzi się je w takich miejscach.
Wiedząc, że przyszedłem trochę za wcześnie, usiadłem na skraju płyty nagrobkowej i
czekałem. Orientowałem się, że piękna hrabina może mieć ważne powody, abym nie znalazł się
na terenach château przed wyznaczonym przez niÄ… czasem. NiecierpliwiÄ…c siÄ™ przymusowym
czekaniem, siedziałem wpatrując się w coś, co znajdowało się przede mną, a co było jedynie
opisanym wyżej zarysem czegoś ciemnego. Ten przedmiot znajdował się na wprost mnie, w
odległości około sześciu kroków.
Teraz księżyc zaczął się wychylać spod chmur, które tak długo kryły jego oblicze; i kiedy
powoli stawało się coraz jaśniej i jaśniej, drzewo, na które tak leniwie dotąd spoglądałem,
zaczęło przybierać nowy kształt. Nie było to już drzewo, lecz człowiek stojący bez ruchu.
Księżyc świecił coraz jaśniej i obraz stawał się stopniowo wyrazniejszy, aby w końcu ukazać całą
sylwetkę. Był to pułkownik Gaillarde. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl