[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Przychodzi co drugi dzień. Myślałam, że pan o tym wie.
Pielęgniarka wyszła, a on siedział zamyślony. Nie, nie
wiedział o wizytach Brada. Irytowało go, że ten chłopak
wciąż tu przychodził. Noreen była pod jego opieką, nie Do-
naldsona. Postara się być w domu przy następnej wizycie
i powie mu, co o tym myśli.
Nie przyszło mu nawet do głowy, że jest nierozsądny, do
chwili gdy w piątek otworzył Donaldsonowi drzwi i po
wiedział, że Noreen nie może przyjmować tak częstych od
wiedzin.
- Dlaczego? - spytał Brad.
Ramon patrzył na niego zaskoczony. Nie mógł znaleźć
słów, gdyż, oczywiście, nie było żadnego rozsądnego powo
du wypraszania gościa.
- Staram się jej nie przemęczać - mówił dalej Donaldson,
próbując udobruchać Ramona. - Wiem, jaka jest delikatna.
Delikatna. Tak, Noreen jest delikatna, pomyślał Ramon,
SERCOWE KŁOPOTY
109
niemal krucha. Ale jej poczucie niezależności i niezłomny
duch sprawiły, że niczego nie zauważył.
Oparł się ciężko o framugę.
- Nie wraca do zdrowia tak prędko, jak się tego spodzie
wałem - powiedział po chwili. - Mimo środków przeciwbó
lowych, nie śpi po nocach i jest bardzo niespokojna.
Donaldson uniósł głowę.
- Może to reakcja na otoczenie. Wiem, że nic nie może
pan na to poradzić. Rozumiem to. Ale nawet ukryta wrogość
z pewnością jej nie pomaga. Noreen przez cały czas jest
spięta.
Był to ciężki cios, lecz Ramon zdołał przyjąć go spokoj
nie. Okazywał Noreen wrogość od tak dawna, że wszyscy
znali jego uczucia. Teraz umieścił ją w swoim mieszkaniu
i spodziewał się, że natychmiast go polubi. Chyba stracił
rozum, licząc na to. Nieważne, że topniała w jego ramionach,
gdyż nawet wtedy musiał się jej wydać zagrożeniem. Może
uznała, że to kolejny sposób, by ją zranić. Nigdy by tak nie
postąpił, ale ona mogła o tym nie wiedzieć. To on był naj
większą przeszkodą w jej rekonwalescencji. Zdumiewające,
że musiał mu to uświadomić obcy człowiek.
Odsunął się.
- Proszę z nią porozmawiać - powiedział nagle. - Może
wracać do siebie. Panna Plimm mogłaby z nią pojechać. Po
mogę jej we wszystkim.
- To bardzo uprzejmie z pańskiej strony - odparł zdzi
wiony Brad.
- Zaskoczyłem pana, panie Donaldson? - Ramon uniósł
brwi.
Mężczyzna przestąpił z nogi na nogę.
110
SERCOWE KŁOPOTY
- Wszyscy wiedzą, jak bardzo nie lubi pan Noreen.
Ramon skinął tylko głową w stronę sypialni i wrócił do
gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Był jednak zbyt poruszo
ny, żeby móc pracować.
Brad uśmiechnął się do Noreen, a ona rozpromieniła się
na jego widok.
- Znowu jesteś w dołku? - zażartował, przymykając
drzwi, i natychmiast spoważniał. Usiadł przy niej na łóżku.
- Doktor Cortero powiedział, że jeśli chcesz, możesz wrócić
do swojego mieszkania. Wyśle z tobą pannę Plimm i pomoże
ci we wszystkim.
Odetchnęła ciężko. Co za ulga. Przebywanie w pobliżu
Ramona było torturą.
- Kiedy? - spytała.
- Kiedy tylko zechcesz, jak zrozumiałem. Prosił, żebym
ci o tym wspomniał. - Delikatnie pogładził ją po włosach.
- Nie czujesz się tu dobrze, prawda?
Pokręciła głową i spuściła wzrok.
- Ramon jest bardzo uprzejmy, ale wolałabym być w do
mu, gdzie wszystko jest znajome. Jestem pewna, że mu prze
szkadzam, chociaż tego nie okazuje. Nie może nawet... ni
kogo przyjąć... kiedy ja tu leżę.
- Nikogo?
- Żadnej kobiety - mruknęła.
- Tak, jest pod względem wstrzemięźliwości seksualnej
rekordzistą. Nawet szpitalne plotkarki nie mogły wykryć żad
nych pogłosek na jego temat. Z nikim się nie spotyka. Pewnie
vciąż opłakuje swoją żonę.
- Miał obsesję na punkcie Isadory - przyznała.
SERCOWE KŁOPOTY
- Na pewno bardzo ją kochał.
- Nad życie. Dlatego tak bardzo mnie nienawidzi. Przy
puszczam, że nie osądza mnie tak surowo jak dawniej, odkąd
miałam operację. Ale trudno zaprzeczyć, że zostawił żonę
pod moją opieką, a ja pozwoliłam jej umrzeć. - Oczy Noreen
były pełne bólu. - Ja też ją kochałam - szepnęła. - Nawet
jeśli żadne z nich się tego nie domyślało. Potrafiła być dobra,
jeśli tylko chciała. Wszyscy ją rozpieszczali, bo była taka
piękna.
- Piękno jest tylko zasłoną - odparł chłodno. - Nie ma
żadnego związku z ludzkim charakterem. - Poklepał ją po
ręku. - Ty też z nikim się nie spotykasz - zauważył. - Czy
pęka ci serce, w przenośni, oczywiście, z powodu kogoś,
kogo nie możesz zdobyć?
Nie odpowiedziała. Musiała się opanować. Ramon zgodził
się ją odesłać do domu, gdyż pewnie był zmęczony jej obe
cnością w jego mieszkaniu. To ciągłe wspominanie Isadory
musi być dla niego torturą. Nie myślała o pocałunkach. Pew
nie był samotny już tak długo, że każda kobieta, w każdym
stanie wywołałaby u niego taki odruch.
Opadła na poduszki. Musi zabrać ze sobą pannę Plimm
i zdobyć jakoś pieniądze, żeby jej płacić.
- Zapytaj go - powiedziała w końcu - kiedy mogę wy
jechać.
Twarz Ramona nie zdradzała żadnych emocji, kiedy Brad
zadał mu to pytanie.
- Zorganizuję wszystko - oznajmił, odprowadzając go do
drzwi. - Im szybciej, tym lepiej.
- Dzięki. Naprawdę wydaje mi się, że szybciej stanie na
111
112
SERCOWE KŁOPOTY
nogi w znajomym otoczeniu. Wszędzie dobrze, ale w domu
najlepiej.
- Rozumiem.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]