do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

po bożność i uległość duchowieństwu, przeczuwał już, co mu przynosił.
Wszelki doradca był mu niemiłym, wszelka rada go obrażała i jątrzyła.
Gniewny niemal wystąpił naprzeciw gościa.
Na widok króla, z dala zdjąwszy szłyk z głowy, Władysław szedł ku niemu pokornie, jak ku
panu a starszemu bratu.
Powitali się z sobą w przedsieni, a ze zbliżenia się widać było, iż stosunek, co ich łączył,
braterskim wcale nie był.
Władysław trwożliwie stał przed nim.
Bolesław obchodził się z nim po królewsku.
Rad wam jestem, rzekł król zmuszając się do wesołości, pustki u mnie na dworze,
przynajmniej ty i ludzie twoi trochę mi gwaru przyniesiecie.
Przybyłeś w dobrą porę, będziemy dobrej myśli zażywać.
Władysław zdziwiony tą wesołością, której się nie spodziewał, oczy w niego wlepiał
ciekawe, niedowierzające.
Król tymczasem, żywo się zawróciwszy, prowadził go za sobą nie do sypialni, ale do
komnaty królewskiej (w której biskupa Przyjmował), i tu go na poczestnym miejscu posadził.
Jawne dlań było, że Władysław o wszystkim wiedzieć musiał, uląkł się i jechał z prośbami,
aby gniewy i niechęci załagodzić.
Wolał więc od razu sam zagaić sprawę i nie dać się nad nią bratu rozwodzić.
Widzisz, rzekł, pusto u mnie!
Rozpierzchło się, co było tchórzów i zdrajców, których karcić musiałem, a ci na mnie
klechów spuścili z łańcucha i biskupi ujadają za mną jak za dzikiem w lesie.
Będą łowy nie lada!
Rozśmiał się.
Nie próbowali kłów moich!
dodał.
Władysław milczał, okazując trwogę na twarzy, zmieszało go to nagłe rozpoczęcie
rozmowy.
Spojrzał nań król.
Cóż ty na to, bracie?
Ja?
spytał cicho Władysław, ja?
Ty znasz mnie!
Wolałbym, żeby i łowów nie było, i kły się nie potrzebowały ostrzeć.
Ty babą byłeś i jesteś, przerwał Bolesław.
Z ludzmi głaszcząc nic się nie robi, chłostać ich trzeba, żeby nimi orać!
Podniósł pięść do góry i oczy mu zaświeciły.
Panuje się siłą, a nie prośbą!
dodał.
Duchowieństwo, westchnął Władysław, to gorzej niż wojsko najpotężniejsze.
Sam cesarz musi mu ulegać!
Inna rzecz z poddanymi.
Jesteś królem koronowanym, masz władzę, możesz karać najsurowiej tych, co ci przewinili,
ale duchowni, biskupi, a, bracie mój!
To mówiąc złożył ręce i zamilkł nagle.
Bolesław przystąpił doń, po ramieniu go uderzył, usta mu się wydęły pogardliwie,
śmiać się począł.
Duchowni są moimi poddanymi jak inni!
zawołał król.
Dwóch panów na jednej ziemi rządzić nie może, jak dwa wilcy się zajedzą.
Władysław umilkł znowu, złożył ręce, wzdychał.
Król, po wiedziawszy te słowa, czekał, aby się odezwał, i stał przed nim z wyzywającą,
szyderską twarzą.
Królu mój a bracie kochany, odezwał się w końcu Władysław, mnie o ciebie
niewysłowiona ogarnia trwoga.
Wiesz, jaki los spotkał cesarza i jak o przebaczenie błagać musiał, ten sam grozi tobie.
Przecież ja nie z papieżem, co jest głową chrześcijaństwa, mam do czynienia, rzekł
Bolesław, ale z jednym klechą, co się tu na tej ziemi urodził i poddanym jest moim jako i
drudzy.
Mylisz się, odparł Władysław łagodnie.
Księża, choćby się rodzili na tej ziemi, nie są poddanymi twoimi ani ojczycami tutejszymi, są
poddanymi papieżowi i Rzymowi.
Wprzódy winni posłuszeństwo swemu panu niż tobie.
Tkniesz ich tylko, naówczas co jest księży po szerokim świecie, wszyscy powstaną przeciw
tobie, przeciw nam.
W każdym biskupie papież jest, bo z nich każdy od niego ma daną władzę i poselstwo.
Bolesław roztargniony słuchał, niewiele bacząc na te słowa.
Mówiłem ci, dodał silnie, dwu wilków w jednej kniei się nie godzą, zażreć się muszą!
Kto na mojej ziemi mieszka, ten mnie słucha, kto mi się oprze, temu łeb spadnie!
Władysław zadrżał, słysząc to, i uszy rękoma osłonił, jak by się samych uląkł
wyrazów.
Król począł chodzić po izbie i mówił jakby sam do siebie:
Grożą, że mi zamkną drzwi kościoła.
Biada temu, co to będzie śmiał uczynić i do walki mnie wyzywać!
Nigdym ja od bitwy żadnej nie uciekał, anim się uląkł, ani pierzchnął, nie cofnę się i teraz.
Biskup zdrajcą jest!
Przeciw panu swemu ukoronowanemu zmawia się z Czechami i wykląwszy mnie, na tron ich
chce prowadzić; już za to śmierci godzien! [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl