do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

cię podenerwuję.
87
S
R
- Ja się nie denerwuję.
- Aha. - Uśmiechnął się.
- Nie denerwuję się - powtórzyła i strzepała okruszki z rąk,
a twarz miała jak skazaniec idący pod gilotynę. -Więc już
grajmy w tę cholerną grę.
- Prawda czy wyzwanie? - zapytał cicho.
- Tutaj ? - spytała, przyglądając się mu uważnie.
- A gdzie?
- No...
- Mio, prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Hm. - Odsunął talerz i zastanawiał się nad posunięciem. -
Pocałuj mnie.
Przechyliła głowę i roześmiała się z ulgą.
- To wszystko?- Po prostu pocałunek?
- Po prostu pocałunek.
Wstając, wygładziła śliczną, koralową sukienkę, która tak
świetnie pasowała do jej karnacji i kształtów. Szmizjerka na
osiem guzików, od dekoltu do rąbka, które cały dzień w my-
ślach rozpinał.
- To całkiem łatwe - powiedziała bardziej do siebie niż do
Jake'a i oparła ręce na poręczach jego krzesła. Pochyliła się,
ich oczy zrównały się, sukienka odstała od ciała tak, że do-
strzegł zarys piersi.
Poczuł na policzku szybkie muśnięcie. Mia wyprostowała
się z lekkim uśmiechem, usiadła na swoim miejscu i sięgnęła
po piwo.
- Ej! - zaprotestował. - Chodziło mi o pocałunek w usta.
88
S
R
- Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się - od-
parła z bezczelnym uśmieszkiem.
No dobra, pomyślał rozbawiony. Gra się toczy.
- Prawda czy wyzwanie?- - teraz ona spytała.
- Prawda.
Przymknęła oczy, a Jake był cały rozemocjonowany. O co
go zapyta? - zachodził w głowę.
- Powiedz mi coś, o czym nigdy nikomu nie mówiłeś.
- Jakiś sekret?
- Właśnie, sekret.
Wziął piwo, żeby zyskać na czasie.
- Ale jaki?
- Coś osobistego. Powiedz, dlaczego nie lubisz barów
szybkiej obsługi.
- Bo w nich wyrosłem. Jako młody chłopak żyłem z tego,
że robiłem pizze.
- Twoja matka...
- Pracowała nocami, sprzątała w hotelu w centrum.
- I całymi dniami spała. Nie miała siły dla dzieci?
- Właśnie.
- A teraz czujesz ulgę - stwierdziła cicho.
- Tak...
- Och, Jake, było ci trudno.
- Przyznając się do tego, zniszczyłem swój wizerunek
twardziela, prawda?
Nie uśmiechnęła się, jak oczekiwał, tylko wstała i znowu
pochyliła się nad nim. Tym razem musnęła wargami jego
89
S
R
usta, raz, drugi, wreszcie przywarła na krótko... i odsunęła
się.
- Co to było? - spytał chrapliwie, z trudem powstrzymując
się, żeby nie posadzić jej sobie na kolanach.
- Tak po prostu. - Już była na swoim miejscu.
- Ej że, całujesz mnie z litości?
- Nie współczuję ci. Po prostu jestem z ciebie dumna.
Wspaniały kucharz z ciebie. I w ogóle wspaniały facet.
- Prawda czy wyzwanie? - zapytał spokojnie. Uśmiechnęła
się nerwowo.
- Wyzwanie.
Ona naprawdę myśli, że z dwojga złego to jest lepsze? -
zdumiał się.
- A więc usiądz mi na kolanach.
- To jest moje wyzwanie?
- Tak. - Klepnął się po udach. - Masz tu siedzieć przez na-
stępną rundę.
Zmrużyła oczy, ale wstała po raz trzeci i próbowała przy-
siąść na samym brzegu kolan Jake'a.
- Nie tak. - Złapał ją za biodra i okręcił. - Twarzą do mnie.
Spojrzała na rozstawione nogi, na których miała usiąść
okrakiem, potem na brzuch Jake'a, klatkę piersiową i wresz-
cie znowu na twarz.
- Wrąbałeś pięć kawałków pizzy. Brzuch cię rozboli.
90
S
R
- Poradzę sobie. No, czekam. - Znów klepnął się po udach.
Zirytowana przymierzyła się, żeby usiąść, ale przeszkodzi-
ła jej sukienka.
- Oj! - Uśmiechnęła się. - Nie mogę, przepraszam
- Wobec tego prawda.
Zaklęła pod nosem i wysoko podciągnęła sukienkę. Gdy
uniosła nogę, sukienka podeszła jeszcze wyżej, pozwalając
mu zerknąć na jasno-brzoskwiniowe majtki.
Oparła się o ramiona Jake'a i przygryzając wargi, przysia-
dła okrakiem na jego nogach. Jej stopy zwisały kilka centy-
metrów nad podłogą. Dotykała jego nóg wewnętrzną stroną
łydek i ud, i w tych miejscach paliła ją skóra.
Jego również piekło w kilku miejscach. Przytrzymał lekko
jej biodra.
- Wygodnie?
Sandały na wysokich obcasach zsunęły się z jej stóp.
- Kościsty jesteś.
- Kościsty? - Przyciągnął ją jak najbliżej i tak perfidnie
usadził, że gdyby nie jej majteczki i jego spodnie, byłoby to
nad wyraz intymne spotkanie. Uff, jak gorąco! - To też jest
kościste? - Poruszył biodrami.
- O... rany.
- Mio, jestem na ciebie tak napalony, że jeśli nie, to... to po
91
S
R
prostu zdechnę! - Teraz ona poruszała biodrami... i w tym
samym momencie pochylili się do siebie. Rozchylone do po-
całunku usta spotkały się. Jake zapomniał o głupiej grze, o
pokazie mody, o wszystkim poza kobietą, którą w gorącym
uścisku tulił w ramionach. - Prawda - wyszeptał resztkami
świadomości. Zamrugała.
- Chcesz grać dalej ? - Oddychała płytko i szybko, co pod-
nieciło go jeszcze bardziej.
- Prawda. Przełknęła z trudem.
- Miałam nadzieję, że powiesz  wyzwanie".
- Następnym razem. Prawda, Mio.
- Dobrze. Dlaczego zawracasz sobie głowę?
- Czym... albo kim?
- Mną.
Co? Zawraca sobie głowę? Mówiła poważnie? Popatrzył
na nią. Była śmiertelnie poważna. Jeżeli nie wiedziała, dla-
czego zawraca sobie nią głowę, to znaczy, że fatalnie zawalił
sprawę.
- Dobrze, że siedzisz, a nie stoisz, bo to wyjątkowe pytanie.
Popatrzyła jeszcze bardziej zdenerwowana.
- Nie, nie chcę... Wycofuję pytanie.
- Za pózno.
- Jake...
- Martwię się, ponieważ zakochałem się w tobie.
92
S
R
ROZDZIAA DWUNASTY
- Ty... - Patrzyła na Jake'a bezgranicznie zdumiona.
Odwzajemnił spojrzenie. Jego oczy jaśniały.
- Tak. Zakochałem się w tobie. - Oczekiwała, że zanurzy
palce w jej włosach, szarpnie ku sobie i pocałuje w dzikim
pożądaniu, lecz on delikatnie pogłaskał ją po twarzy z tak
wielką czułością, że aż chwyciło ją za gardło.- Jesteś dla
mnie ważna. Najważniejsza.
Powoli pokiwała głową. Jej świat zachwiał się w posadach,
a serce biło tak szybko, jakby chciało wyskoczyć.
Jake podniósł się i poniósł Mię do sypialni, do ogromnego
łoża stojącego pośrodku.
Kochał ją, kołatało się jej w głowie.
- Twoja kolej, Mio. - Zrzucił ją na łóżko i sam też padł,
rozpościerając nad nią swoje ogromne ciało.
Kochał ją... Nie była w stanie dojść do siebie.
93
S
R
- Ale... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl