do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Oszczędzono mu milicyjnej asysty w zakładzie pracy, wzywając pilnie do Komendy
Dzielnicowej na Mokotowie, skąd dwaj wywiadowcy zabrali go do Pałacu Mostowskich.
Wygodzki nie odzywał się przez całą drogę, nawet nie zapytał o przyczynę tak
niecodziennej jazdy. W gabinecie zajął wskazane mu krzesło. Na widok Szczęsnego wydął
ironicznie usta i mruknął coś pod nosem.
Daniłowicz postanowił nie bawić się w żadną strategię dochodzeniową.
- Panie Wygodzki - powiedział - zatrzymaliśmy pana, bo zebrało się już dość dowodów
na pańską działalność, mocno skłóconą z kodeksem karnym. Od dłuższego czasu handluje pan
środkami odurzającymi wspólnie z innymi, a mianowicie z niejakim Adamem Miszakiem,
pseudonim Wrak...
- Chwileczkę! - przerwał mu Wygodzki, ruchem ręki wstrzymując dalsze słowa. - Ja
sam wszystko powiem.
- Proszę bardzo - odparł major, trochę zdziwiony. Skinął na Kręglewskiego, który
usiadł przy stoliku, aby protokołować zeznania. Szczęsny uruchomił magnetofon.
- Adama Miszaka - zaczął Wygodzki wolno, starannie dobierając słowa - poznałem w
lutym tego roku. Przyjechał on wówczas do Warszawy, już nie pamiętam, skąd, i był bez pracy.
Szukając jej, trafił do wydziału kadr w  Poksydzie , przypuszczam, że po prostu przez biuro
pośrednictwa pracy. Tak się złożyło, że poszedłem akurat do wydziału w jakiejś sprawie i
zobaczyłem po raz pierwszy Miszaka. Był w kiepskim stanie fizycznym, wynędzniały i taki
jakiś zabiedzony, że zrobiło mi się go żal. Dowiedziałem się, że właściwie nic nie umie i kadry
nie chciały go przyjąć. Ale brakowało właśnie sprzątacza w pakowni, przy próbkach
polistyrenu i innych tworzyw, więc zaproponowałem, aby zatrudnić tam Miszaka. Acz
niechętnie, zgodzili się. Miszak, co zresztą naturalne, poczuł wtedy wobec mnie pewnego
rodzaju wdzięczność, która mnie nieco krępowała, bo ją okazywał w fabryce.
- Co to znaczy: okazywał? - spytał major. - Przynosił panu jakieś podarunki?
- Próbował, ale nie przyjąłem i stanowczo zaprotestowałem przeciwko tym próbom
rewanżu. Wiosną zauważyłem, że Miszak zaczyna gorzej pracować, a kierownik pakowni
powiedział mi nawet z przekąsem, że mój podopieczny opuszcza godziny, znikając z fabryki.
Zwróciłem Miszakowi na to uwagę. Wtedy odparł, że chciałby mi się z czegoś zwierzyć, ale nie
w  Poksydzie . Przyznam się panom, że wolałem nie pokazywać się z nim w lokalu,
powiedziałem więc, żeby do mnie przyszedł do domu. No i wtedy, przez dwie godziny bodaj,
opowiadał mi swoją historię, której słuchałem ze zdumieniem i przerażeniem.
Miszak urodził się i mieszkał dłuższy czas w Aokiewicach, takim - małym miasteczku.
Nie chcę tu powtarzać wszystkich detali, zabrałoby to za wiele czasu. Krótko mówiąc, miał on
tam dziewczynę o imieniu Irena, z którą był zaręczony. Przyjechał jego dawny kolega szkolny,
Zbigniew Czertwan, rozkochał Irenę, narzeczeństwo się rozpadło. Od tej pory Miszak, jak
twierdzi, zaprzysiągł Czertwanowi zemstę. Szukał go najpierw w wojsku, ale tam nie miał
dostępu. Potem, w miarę jak mijały lata, szukał już z mniejszą energią, uczucie pomsty osłabło.
Nie wiodło mu się jednak w życiu i sądził, że jest to skutkiem owego nieszczęścia. Nic nie
skończył, był bez zawodu, ot, taki ludzki wrak. Nagle w  Poksydzie zobaczył znowu
Czertwana. Poznał go podobno od razu.
- Czy dyrektor Czertwan również go poznał?
- Nie. Chyba nie. Wiedziałbym coś o tym. I wtedy, jak mówił Miszak, uczucie zemsty
wróciło z całą siłą. To wszystko mi opowiedział, ale nie przywiązywałem wagi do jego słów.
Jak się pózniej okazało, było to błędem. Miszak postanowił, że odegra się wpierw na rodzinie
Czertwana. Już wtedy, o czym nie wiedziałem - przyjąwszy pseudonim Wrak - handlował
narkotykami i znał środowisko narkomanów i hippiesów. Przez niejakiego Jemiołę-
Saszewskiego wciągnął Andrzeja Czertwana do tych ludzi, nauczył zażywania narkotyków.
Potem przygotował i opłacił chuliganów, którzy napadli na Basię Czertwan, córkę dyrektora.
Wreszcie, pragnąc zakończyć zemstę, zakradł się w nocy do domu, gdzie dyrektor mieszka,
podszył się pod Andrzeja i zadał Czertwanowi silny cios nożem. Był przekonany, że zabił.
- Kiedy pan się dowiedział o tych trzech kolejnych aktach zemsty?
- Opowiedział mi to dwa dni temu, chełpiąc się, że zabił Czertwana. Wyprowadziłem go
z błędu i, przerażony i oburzony, próbowałem nakłonić, aby sam zgłosił się do milicji.
Powiedziałem mu, że poczekam tydzień, a pózniej ja pójdę do komendy i wszystko powiem. Na
to on, śmiejąc się, odparł, że wtedy on oskarży mnie o rzekomy handel narkotykami. Mimo to
postanowiłem słowa dotrzymać, ale panowie mnie uprzedzili. Oto cała prawda.
Umilkł, poprawił krawat i ze spokojną twarzą czekał na pytania z ich strony. Szczęsny [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl