X


do ÂściÂągnięcia | pobieranie | ebook | download | pdf

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

staranność jej wyglądu. Właśnie kiedy on sprawdzał guzik przy kołnierzyku i zawahał się, ja
pospieszyłem powiedzieć:  Moja druga \ona, panie doktorze . Twarz Adelajdy spochmurniała,
przybrała posępny wyraz. Nie ruszyła się z miejsca trzymając wyciągniętą rękę, uśmiechnięta, ale
ju\ nie tym ceremonialnie rozciągniętym uśmiechem, którym witała nas, gdy wchodziliśmy do
salonu.
Gość stuknął obcasami jak wojskowy, dotknął skroni końcem wyprostowanych palców,
następnie ruszył ku niej.
- Bardzo mi miło - powiedział. Ale nie wymienił nazwiska.
Dopiero gdy zobaczyłem, jak uścisnął, potrząsnąwszy mocno, niezręcznie dłoń Adelajdy,
zdałem sobie sprawę z wulgarności i pospolitości jego zachowania.
Usiadł na drugim końcu stołu, pośród nowych szkieł i świeczników. Jego niedbały wygląd
rzucał się w oczy jak plama zupy na obrusie.
Adelajda nalała wina. Jej początkowe podniecenie zmieniło się w bierną nerwowość, jakby
chciała powiedzieć:  No, dobrze. Wszystko odbędzie się tak, jak było przewidziane, ale winien mi
jesteś wytłumaczenie . I właśnie gdy nalała wina i usiadła przy drugim końcu stołu, podczas gdy
Meme podawała zupę, on odchylił się na krześle, oparł dłonie o obrus i uśmiechając się powiedział:
- Niech panienka posłucha, proszę zagotować trochę trawy i proszę mi to podać tak jak
zupę.
Meme nie ruszyła się. Spróbowała się uśmiechnąć, ale zrezygnowawszy z tego odwróciła
się ku Adelajdzie. Wtedy ona, równie\ z uśmiechem, ale wyraznie speszona, zapytała go:  Jakiego
rodzaju trawę, panie doktorze? . A on swoim ospałym głosem prze\uwającego zwierzęcia:
- Zwyczajną, proszę pani. Taką, jaką jedzą osły.
31
KRAINA LOGOS www.logos.astral-life.pl
5
Jest taka minuta, w której dogorywa sjesta. Nawet skrzętna, tajemna, ukryta \ywotność
owadów ustaje w tej właśnie chwili; bieg natury zostaje wstrzymany; świat chwieje się na skraju
chaosu, a kobiety wstają, zaślinione, z kwiatem poduszki wyhaftowanym na policzku, dusząc się od
upału i lęku i myślą:  Jeszcze jest środa w Macondo . Wówczas znów przykucają w kącie, spajają
sen z rzeczywistością i godzą się tkać szept, jakby był on olbrzymim prześcieradłem, tkanym
wspólnie przez wszystkie kobiety miasteczka.
Gdyby czas wewnętrzny miał ten sam rytm, co ten na zewnątrz, teraz stalibyśmy w pełnym
słońcu, z trumną na środku ulicy. Na zewnątrz byłoby pózniej: byłaby noc. Ocię\ała noc
wrześniowa z księ\ycem i z kobietami siedzącymi na podwórzach, rozmawiającymi w zielonej
jasności; a na ulicy my, trójka renegatów, w pełnym słońcu tego spragnionego września. Nikt nie
przeszkodzi ceremonii. Miałam nadzieję, \e alkad będzie nieugięty w swej decyzji i nie dopuści do
pogrzebu, a my będziemy mogli wrócić do domu; dziecko do szkoły, a mój ojciec do swych
chodaków, do miednicy podstawionej pod głowę ociekającą zimną wodą i do dzbana z mro\oną
lemoniadą z lewej strony. Ale teraz jest inaczej. Mój ojciec znów okazał się wystarczająco
stanowczy, by narzucić swój punkt widzenia i przełamać to, co ja na początku uznałam za
niezłomną wolę alkada. Na zewnątrz jest miasteczko w stanie wrzenia, całkowicie zajęte tkaniem
długiego, jednorodnego i bezlitosnego szeptu, i czysta ulica, bez odrobiny cienia na kurzu czystym
i nietkniętym od czasu, gdy ostatni wiatr zmiótł ślad ostatniego wołu. I jest to martwe miasteczko, z
zamkniętymi domami, gdzie z mieszkań nie dochodzi nic prócz głuchego brzęczenia słów
wypowiadanych ze złego serca. A w pokoju dziecko, które siedzi, sztywne, wpatrzone w swoje
buty; to zerka jednym okiem na lampę, drugim na gazetę, to znów na buty, i w końcu obydwoma
na wisielca, jego przygryziony język, szklane oczy psa, pozbawione teraz po\ądania; psa bez
apetytu, zdechłego psa. Dziecko patrzy na niego, myśli o wisielcu, który le\y wyciągnięty pod
deskami; robi smutny gest i wtedy wszystko się zmienia; przed drzwiami fryzjera pojawia się
taboret, a za nim stolik z lusterkiem, pudrami i wodą kolońską. Ręka staje się piegowata i du\a,
przestaje być ręką mojego syna, zamienia się w du\ą i zręczną dłoń, która obojętnie, ze
skalkulowaną oszczędnością zaczyna ostrzyć brzytwę i kiedy ucho słyszy metaliczne bzyczenie
hartowanego ostrza, przez głowę przebiega myśl:  Dziś przyjdą wcześniej, bo dziś jest środa w [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • nutkasmaku.keep.pl


  • Drogi użytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.